 |
 |
 |
 |
 |
 |
W POGONI
ZA PRĘDKOŚCIĄ - PIERWSZY
POLSKI AEROKASK DO SPEEDBOARDINGU
Mam nadzieje że stwierdzenie, iż jest to pierwszy aerokask do
speedboardingu w Polsce będzie tu chyba najbardziej trafne.
Postanowiłem podzielić się z wami tym jak przebiegała jego budowa
i skąd wzięła się w ogóle zajawa na takie przedsięwzięcie.
Trudno mi przypomnieć sobie co było zapalnikiem, ale chyba po
prostu chciałem spróbować jak to będzie jeździć w czymś tak
dziwnym i zarazem coraz bardziej popularnym w naszym sporcie,
dlatego postanowiłem zrobić aerokask. Ktoś może pomyśleć po
co robić, skoro można go kupić? Przyczyną była głównie cena
takiego cacka, która waha się pomiędzy 1000-2000 pln. Po szybkim
przeszukaniu sieci oraz zgromadzonych zdjęć z zawodów przez
chwile ogarnął mnie strach, że to wcale nie takie łatwe jak
mi się początkowo wydawało. Problemem okazał się kształt, który
z pozoru wydaje się prosty, jednak po głębszej analizie zawiera
on wiele płynnie przechodzących miedzy sobą obłych kształtów.
Innym problemem było unikniecie skopiowania kształtów dotychczasowych
producentów, dlatego posiedziałem jeszcze kilka wieczorów przy
kompie i trafiłem na sporo zdjęć z downhillowych zjazdów na
rowerach i nartach i one głównie stały się bardzo pomocne przy
opracowaniu wstępnego projektu. Następnym krokiem było kupienie
kasku dawcy na którym powstanie moje dzieło. Po chwili znalazłem
na aukcji niedrogi kask i stwierdziłem, ze on będzie najlepszy
do moich celów. Zamiast bezczynnie czekać na przesyłkę postanowiłem
ten czas spożytkować na zebranie odpowiednich materiałów do
produkcji. W sumie na same materiały wydałem ok. 400 pln. Trudno
jest mi obliczyć ile godzin przy tym spędziłem ale było ich
sporo! Paczka dotarła w miarę szybko jak na naszą wspaniała
pocztę i od razu zabrałem się do pracy. Oto jej przebieg:
|
Dni 1-7
Ten etap prac to zdecydowanie najbardziej pracochłonne, monotonne
i pełne skupienia dni przy budowie. Mając praktykę w branży
reklamowej zdecydowałem, że materiałem, z którego zrobię formę
będzie styrodur. Dobrze się obrabia poprzez skrawanie a potem
można go bez problemu wyszlifować papierem ściernym. Wszystkie
małe nierówności i dziury wyrównujemy szpachlówką akrylową i
wychodzi gładziutka powierzchnia. Najpierw powstała jedna polowa
formy, potem przez kilka dni musiałem idealnie odtworzyć drugą
część. Co jakiś czas przez wyciętą u dołu dziurę przymierzałem
rzeźbę żeby mieć jakikolwiek punkt odniesienia.
|
|
Dni 8-9
Mając gotowa formę zacząłem kłaść włókno szklane. Ta cześć prac
należy do najbardziej śmierdzących i klejących. Żywica, której
użyłem ma dość ostry zapach i po chwili może się zakręcić w
głowie głównie sąsiadom, którzy obserwowali moje zmagania z
balkonów obok :)
Przyzwyczajeni jednak, ze jestem zdolny do takich prac na powietrzu
pytali nieśmiało co to za cudo znów tworzę. Spokojnie, kilka
dni cierpliwości i znów będzie ładnie pachnieć ripostowałem!
|
 |
Dni 9-14
Nadchodzi w końcu etap szpachlowania. Po kilku dniach naprzemiennego
nakładania szpachli i jej szlifowania udało się z grubsza wyprowadzić
powierzchnie pod lakier. Dużo uwagi poświęciłem dokładnemu wykonaniu
rantu na szybkę, tak żeby licowała się z powierzchnia skorupy.
Wycięcie otworu pod szybę trwało zaledwie kilka minut i nadeszła
pierwsza przymiarka prawie gotowego kasku. Jest nieźle! |
 |
Dzień 15
Kładziemy lakier! Podchodzę do mojej ulubionej polki w domu
z aerozolami, na której mieni się od kolorów i nie mogę się
zdecydować. Kiedyś widziałem na niej fajny żółty, nadałby się
idealnie. Po chwili się odnalazł i stal się zdecydowanym faworytem.
Kilka warstw lakieru później kask był gotowy. Jeszcze tylko
lakier wewnątrz, firmowe naklejki, szyba na swoim miejscu i
oto efekt końcowy |
 |
| |
|
Pzdr Dawid |
|
 |
|