Późną nocą po dotarciu na miejsce wraz z Dawidem i Kubą spotykamy
Michała z longboardshop`u koczującego w swoim niebieskim skate
busie tuż przy przejściu granicznym. Na powitanie serwuje
nam niewesołą informacje, że nic z jazdy nie będzie - cała
droga zasypana jest żwirem po zimie. Niedowierzając pojechaliśmy
sprawdzić jak to wygląda, i troszkę podłamani myśląc o zmianie
miejscówki położyliśmy się do spania.
Piątek przywitał nas śliczna pogodą, ale zamiast jeździć chwyciliśmy
za miotły i postanowiliśmy posprzątać drogę tak aby można
było zjeżdżać jej najciekawszy fragment. Po kilku godzinach
udało się doprowadzić sześć zakrętów do porządku i zacząć
robić to po co przyjechaliśmy!!!!! Trasa nie należy do szybkich,
natomiast jest niesamowicie techniczna i jazda na niej w ogóle
się nie nudzi.
Kolejnego dnia pogoda nie była zbyt ciekawa, co chwile padał
deszcz i było dość zimno. Nie przeszkodziło nam to jednak
w dobrej zabawie. Lada chwila mieli pojawić się czesi i tak
też się stało. Łącznie uzbierało się szesnastu jeżdżących
. W karczmie na dole trasy lało się piwo do którego co chwile
ktoś zamawiał
párky
bądź
bramboraki,
a chętnych do zjazdów na szczyt wciągała niezawodna favoritka.
Nasi południowi sąsiedzi zadbali również o zablokowanie ruchu
na czas zjazdów dzięki czemu można było poszaleć na maksa
bez obaw o spotkanie na zakręcie samochodu. Blokowanie ruchu
szło sprawnie i nikt nie protestował, że musi na chwilkę się
zatrzymać. Po kilkunastu zjazdach byliśmy cali przemoczeni,
ale było warto bo jazda po mokrej nawierzchni dawała dużą
frajdę a każdy zakręt był pokonywany niezłym driftem.